Pierwsza dama polskiego filmu

Z czym kojarzy się Pani dzieciństwo?

Urodziłam się rok przed okupacją niemiecką w Wilanowie, w lewym skrzydle pałacu, od strony ogrodu. Hrabiostwo Adam i Beata Braniccy, ostatni dziedzice Wilanowa, udostępnili apartament moim rodzicom. Dostali najlepszy pokój, nazywany kolumnowym. Bezpośrednio z niego można było wyjść na taras porośnięty pachnącymi kwiatami. To miejsce jest kształtem i smakiem mojego dzieciństwa. Imię dostałam po Beacie Branickiej, a jej mąż został moim ojcem chrzestnym. Później wielokrotnie tam wracałam… Wciąż pamiętam podwieczorki przygotowywane przez hrabinę. W dziuplach powalonych drzew układała na listkach poziomek lub malin ciasteczka, owoce, czekoladki i figurki krasnali. Kiedy dziś odwiedzam Wilanów i spaceruję po parku, wracają wspomnienia tamtych beztroskich, cudownych chwil. Szkoda tylko, że nie ma już cioci „Be”, bo tak nazywałam Beatę Branicką. To ona sprawiła, że moje dzieciństwo było zaczarowane. Teraz to wszystko wydaje mi się trochę nierealne, jakby wyjęte ze świata literatury czy filmu.

Kiedy wybuchła II wojna światowa, miała Pani zaledwie roczek. Co szczególnie zostało w pamięci z tamtego okresu?

Podobno małe dzieci nie są w stanie wiele zapamiętać, a jednak do dziś słyszę złowieszcze mruczenie samolotów nadciągających nad Warszawę i przeraźliwe wycie syren nawołujących do schronów. Wciąż czuję wszechogarniającą panikę, widzę ludzi kryjących się w przypadkowych bramach. Pamiętam łapanki na Starym Mieście… Jednak pomimo okrucieństwa, jakie przyniosła ze sobą okupacja, spędziłam ten czas wśród ludzi spokojnych, wspaniałych, dobrych, którzy starali się zachować godność i opanowanie w tak ekstremalnie trudnych warunkach.

Kontynuacja w wersji do druku.


  wersja do druku
|  mapa strony  |  polityka prywatności  |  kontakt  |  wyszukiwarka  |  newsletter

     polski
    © WITTCHEN 2012 All rights reserved  |  created by mouton.pl