
MAJĄ FUTURYSTYCZNE, CZĘSTO NIEMAL KOSMICZNE KSZTAŁTY, NOWATORSKIE ROZWIĄZANIA TECHNOLOGICZNE, ZDUMIEWAJĄCE OSIĄGI, A CZASEM NAWET NIEZWYKŁE MOŻLIWOŚCI, CHOĆBY TAKIE JAK PORUSZANIE SIĘ POD WODĄ... SAMOCHODÓW KONCEPCYJNYCH NIE SPOTKAMY NA ULICY. TO UNIKATY.
Samochód koncepcyjny (ang. concept car), zwany także studyjnym, jest produkowany w serii absolutnie limitowanej. Bywa, że stanowi prototyp – unikatowy model przedstawiany jest publiczności, to jej głos zadecyduje, czy takie (lub podobne) auto pojawi się w sprzedaży. Okazją do zaprezentowania modeli koncepcyjnych są przede wszystkim targi samochodowe – salony w Genewie, Frankfurcie, Paryżu lub Detroit. Samochód jest wówczas rodzajem królika doświadczalnego. Za jego pomocą bada się gusta konsumentów – zarówno te dotyczące nowych rozwiązań technologicznych, jak i wyglądu pojazdu. Niemal każda firma – zwłaszcza jeśli w danym momencie nie może zaoferować klientom nowego modelu seryjnego – stara się przy okazji któregoś ze światowych salonów przygotować właśnie samochód koncepcyjny, który przyciągnie uwagę mediów i potencjalnych kupców. Jeżeli prototyp spotka się z zainteresowaniem i akceptacją, jest szansa, że za kilka lat wejdzie do seryjnej produkcji. Tak stało się na przykład z Audi R8.
TECHNOLOGIA JUTRAZdarza się jednak, że samochód koncepcyjny pozostaje w jednym, najwyżej kilku egzemplarzach – i to wcale nie z uwagi na brak zainteresowania publiczności. Nie bez powodu pojazdy studyjne bywają nazywane „samochodami przyszłości”. Często wyprzedzają swoją epokę o co najmniej kilka dziesięcioleci – jasne jest, że w najbliższym czasie nie będą jeździć po ulicach miast, zazwyczaj ze względu na koszt potencjalnej produkcji. Niektóre concept cars to eksperymenty technologiczne – montuje się w nich np. prototypowy silnik. Decydując się na stworzenie modelu koncepcyjnego, firma daje konstruktorom wolną rękę – budżet nie jest niczym ograniczony. Rozwiązania mogą więc być niezwykle śmiałe i nowatorskie, jednak – ze względu na cenę – jeszcze niemożliwe do zastosowania na skalę masową. Oczywiście, zawsze istnieje szansa na zmianę tej sytuacji – przykład może stanowić napęd hybrydowy (stanowiący połączenie silnika spalinowego i elektrycznego). Do niedawna montowany wyłącznie w modelach studyjnych, dziś jest już stosowany w seryjnie produkowanych lexusach (RX 400h, GS 450h i LS 600h), Hondzie Civic IMA czy Toyocie Prius.
FUTURYSTYCZNE PIĘKNOBywa i tak, że o nowatorskim obliczu samochodu koncepcyjnego nie stanowi jego wnętrze, lecz wygląd. Gdy mamy do czynienia nie tyle z samochodem, ile z makietą – która wygląda pięknie, ale nie jest w stanie przemieścić się nawet o metr – oznacza to, że tym razem liczy się wyłącznie stylistyka. W takim przypadku concept car stanowi swego rodzaju dzieło sztuki. Niegdyś wizualna strona pojazdu nie stanowiła przedmiotu niczyjego zainteresowania. Zmieniło się to właśnie z pierwszym wyprodukowanym na świecie samochodem koncepcyjnym. Prototyp o nazwie Y-Job powstał w 1938 roku i był dziełem współpracującego z marką Buick stylisty Harleya Earla. Dzisiaj wzornictwo – zarówno karoserii, jak i elementów wyposażenia wnętrza – staje się dla nabywców coraz istotniejsze. Nic więc dziwnego, że wiodące marki zatrudniają własnych stylistów, którzy właśnie przy okazji tworzenia modeli koncepcyjnych mogą dać nieograniczony upust własnej fantazji. Tak powstają opływowe bolidy, auta przypominające statki kosmiczne i zeppeliny. Ekstrawaganckie, nie do końca użytkowe, ale za to niezwykle piękne.
SZALEŃSTWA JAMESA BONDACzasami przedziwny concept car zaprojektowany jest jednak nie z myślą o zdumionej publiczności. Bywa, że ma za zadanie stać się gwiazdą kina, tak jak chociażby słynny Batmobil. Opancerzone auto człowieka nietoperza było dziełem kolekcjonera i konstruktora Jaya Ohrberga, specjalizującego się w produkcji filmowych samochodów (stworzył on również pojazdy do obrazów „Flinstones” i „Ghostbusters”).