Blask diamentów

Leżący trzy metry poniżej poziomu morza, z wiekowymi kamienicami stojącymi na wbitych w grząski grunt palach, nieprzypadkowo jest nazywany Wenecją Północy. Ma jednak więcej niż Wenecja kanałów, bo aż 165, oraz więcej niż Paryż mostów – aż 1281! W większości są to pojedyncze lub trójłukowe mosty zbudowane z cegieł i kamienia z żelaznymi poręczami. Najstarszy jest Torensluis (1648 r.), najbardziej tradycyjny – most zwodzony Magere Brug, a najbardziej typowy – Blauwbrug (inspiracją do jego budowy był most Aleksandra III w Paryżu). Z pewnością jednak XX-wieczny Waals Eilandsgracht z trójkątnymi łukami jest najnowocześniejszy.
Po malowniczych kanałach o łącznej długości 75 kilometrów pływają 154 statki wycieczkowe i 100 rowerów wodnych. Zarejestrowano 2495 łodzi mieszkalnych, a na jednej z nich powstało nawet muzeum (House boat). „Hendriką Marią”, wybudowaną w 1914 roku, transportowano żwir, piasek i węgiel, a od kiedy przed dziesięciu laty opuścili ją ostatni lokatorzy, na jej pokładzie jest prezentowana historia życia szypra i jego rodziny. Na 80 m kw. zachowano dawne pomieszczenia: kajutę, ładownię statku pełniącą dziś rolę kuchni, pokój mieszkalny. I choć każdy najmniejszy kąt wykorzystano, trudno wyobrazić sobie, jak na łodzi toczyło się życie czteroosobowej rodziny.

RZYGACZE I DZWONY
Piękna panorama miasta roztacza się od strony wody, podczas rejsu jednym ze statków ze szklanym dachem, zacumowanych przy dworcu kolejowym Centraal Station. Po drodze mijamy kilkaset z siedmiu tysięcy istniejących tu zabytkowych kamienic o niepowtarzalnych fasadach i szczytach. Oplatają one półkoliście miasto niczym pajęcza sieć. Najpopularniejsze są szczyty holenderskie (osłaniające dostęp na poddasze), schodkowe, z rzygaczami, w kształcie szyi, dzwonowe. I nie trzeba wcale być wytrawnym znawcą architektury, by je zauważyć. Szczyt schodkowy, w stylu gotyckim, wznosi się geometrycznie, a przypomina małe schody. Do ich wykonania budowniczowie często stosowali jasny piaskowiec, by podkreślić kontrast z ciemnoczerwonym ceglastym murem. Domy udekorowane tymi szczytami wznoszono w wieku XVI lub na początku XVII. W tym samym okresie pojawiły się ozdobne rzygacze, przypominające odwróconą literę V i odzwierciedlające pochyłość dachu. Interesujące są również XVII-wieczne szczyty w kształcie szyi, których środkowa część jest podniesiona i osiąga kulminację w trójkątnym frontonie, zawierającym elementy heraldyczne. Nie można pominąć XVIII-wiecznych szczytów dzwonowych, rozpoznawalnych dzięki zaokrąglonej górze oraz stożkowatym bokom. Nie wszystkie fasady domów mają jednak szczyty. Wraz z końcem Złotego Wieku ustąpiły one miejsca kwadratowym gzymsom i attykom. Wszystkie amsterdamskie kamienice są jednak lekko pochylone, bo schody i korytarze były zbyt wąskie, by można było przez nie cokolwiek wnieść. Dlatego tuż pod dachem umieszczano wielki hak i meble wciągano przez okna. Aby jednak transportowane przedmioty nie wybijały szyb, górne piętra pochylano nieco do przodu. Wszystko to nadaje amsterdamskim uliczkom ekstrawaganckiego, odrobinę nonszalanckiego uroku.

KRÓLESTWO ROWERÓW
Chociaż podczas rejsu zaprzyjaźnimy się z miastem, jego niepowtarzalną atmosferę uchwycimy dopiero podczas rowerowej przejażdżki. Z wysokości siodełka widać bowiem więcej. Już po przyjeździe na Centraal Station odnosi się wrażenie, że królują tu rowery. Jeżdżą na nich niemal wszyscy. Przy tym nikt nie korzysta z wyrafinowanych przerzutek, tytanowych ram i specjalnych świateł. Pomalowane awangardowo wkomponowują się w świat amsterdamskiego graffiti. Ich liczba przekracza 400 tysięcy, a podczas porządków wyławia się z kanałów blisko 10 tysięcy porzuconych jednośladów rocznie.

MEKKA DIAMENTÓW
Związki Amsterdamu z diamentami trwają nieprzerwanie od ponad pięciu wieków. Wszystko zaczęło się w dniu, w którym znany szlifierz Willem Vermaet osiedlił się w tym mieście. W XVII wieku Amsterdam dzięki szlifierniom skoncentrowanym wokół placu Rembrandta stał się jednym z najważniejszych na świecie ośrodków handlu diamentami. Przemysł ten był tu zawsze zdominowany przez rodziny żydowskie. Gildia pilnowała, aby Żydzi nie imali się innych rzemiosł, co spowodowało, że wyspecjalizowali się w obróbce diamentów i wkrótce prowadzili doskonale prosperujące zakłady. Obliczono, że w 1748 roku ze szlifowania diamentów utrzymywało się około 600 prominentnych rodzin żydowskich. Boom nastąpił około 1870 roku, kiedy do Amsterdamu zaczęły napływać pierwsze diamenty z Afryki Południowej. Wkrótce ich obróbką zajmowało się ponad trzy tysiące osób. Wojny i kryzysy gospodarcze osłabiły handel diamentami, a II wojna światowa zniszczyła go doszczętnie. Hitlerowcy nie tylko zagrabili cenne kamienie, ale wywieźli ponad 2 tys. szlifierzy żydowskiego pochodzenia do obozów zagłady w Niemczech i w Polsce. Dopiero po wojnie na nowo ożywiono diamentowy przemysł, który dziś przyciąga miliony kupców z całego świata. W Amsterdamie można dokładnie przyjrzeć się nie tylko obróbce diamentów, ale i samym kamieniom. Dziś znajdują się tu 24 szlifiernie, w których surowe diamenty przeistaczają się w pełne blasku klejnoty. Do najważniejszych należą: Coster Diamonds, Gassan Diamonds i Amsterdam Diamond Center. Najsłynniejsze diamenty świata powstały właśnie w Amsterdamie, a wśród nich największy – liczący 3106 karatów Cullinan (Gwiazda Afryki) – oraz najmniejszy, o wadze 0,0000743 karata. Szlifierzom z Coster Diamonds przypadł zaszczyt pocięcia i oszlifowania diamentu Koh-i-noor (1852 r.), którym ozdobiono brytyjskie insygnia koronacyjne (kopię można zobaczyć w holu szlifierni). „Niedawno w naszej szlifierni powstał nowy, prześliczny szlif – Coster Royal 201. Przypomina on szlif brylantowy, tylko że zamiast 57 ścianek ma aż… 201. Jest to maksymalna ilość ścianek, jaką można »nałożyć« na kamień, aby uzyskać poprawne odbicie światła. W tym szlifie efekt jest o około 40% lepszy niż w klasycznym brylancie. Dzięki temu uzyskuje się niezwykłą grę kolorów, która jest widoczna już w kamieniach ważących pół karata. Szlif ten jest o około 10% droższy, gdyż o tyle więcej – w stosunku do brylantu – traci się materiału przy obróbce kamienia. Poza Coster Royal 201 najszlachetniejszym szlifem jest brylantowy” – zdradził Chris Krajewski z Coster Diamonds.

MIASTO MUZEÓW
Amsterdam wyróżnia się awangardowym stylem i artystycznym ekspresjonizmem. Muzea, zaliczane do najlepszych na świecie, gromadzą bezcenne eksponaty z epoki Złotego Wieku Holandii. Prawdziwą ucztą dla koneserów sztuki będzie wizyta w Muzeum Narodowym (Rijksmuseum) prezentującym blisko 20 dzieł Rembrandta czy w Muzeum van Gogha. Nigdzie na świecie nie ma tylu dzieł tego artysty zgromadzonych w jednym miejscu: ponad 200 płócien, 500 rysunków, 700 listów. W Amsterdamie na równi z nobliwymi galeriami sztuki egzystują zjawiskowe ekspozycje tulipanów, okularów, fajek, zbiory poświęcone historii haszyszu i marihuany, a nawet sztuce erotycznej. Podróżnicy nie powinni ominąć Muzeum Tropików (Tropenmuseum), prezentującego eksponaty w naśladującym autentyczne warunki otoczeniu, wśród pobudzających wyobraźnię dźwięków i fotografii. Można tu jednocześnie krążyć po dzielnicy biedoty w Bombaju, czuć zapach moczonego materiału w arabskiej farbiarni, odpocząć w nigeryjskim barze, medytować w hinduskiej świątyni bądź wsłuchać się w irański tar czy indyjską vino, ale także zasiąść w filipińskiej rikszy. Zwiedzając stolicę Holandii, nie sposób ominąć jednego z nielicznych w świecie „kocich muzeów”. Unikatowa ekspozycja mieści się w eleganckiej, zdobionej stiukami Jacoba de Wita, XVII-wiecznej kamienicy. Duże wrażenie robi spoglądający z umieszczonego na półpiętrze obrazu John Pierpont Morgan – piękny rudy kot, na którego cześć jego opiekun Bob Mejer (swój portret umieścił tuż obok pupila) ufundował to muzeum. W kolekcji nie zabrakło rzeźb, rysunków, kostiumu z legendarnego musicalu „Cats”. Wyjątkowego uroku dodają jednak… żywe eksponaty: białe, szare, bure kocięta, które z niebywałą swobodą prezentują swoje wdzięki na muzealnych kanapach.
Nawet ostatnie minuty pobytu w Amsterdamie, w oczekiwaniu na samolot, możemy spożytkować na odwiedzenie jeszcze jednego muzeum. Usytuowane w hali odlotów lotniska Schiphol prezentuje niewielką kolekcję ze zbiorów Rijksmuseum: prace Jacoba van Ruisdaela, Pietera de Hoogha, Jana Steena oraz jedno z arcydzieł Rembrandta – portret Saskii van Uylenburgh.

Katarzyna Wierzba



  wersja do druku
|  mapa strony  |  polityka prywatności  |  kontakt  |  wyszukiwarka  |  newsletter

     polski
    © WITTCHEN 2012 All rights reserved  |  created by mouton.pl