Swoje powstanie miasto zawdzięcza Saint-Barnardowi, arcybiskupowi wiedeńskiemu. To właśnie on w roku 838 upatrzył sobie na prawym brzegu rzeki Ise`re piękne miejsce na założenie opactwa benedyktynów. Monumentalna kolegiata Saint-Barnard wznosi się dziś w sercu starego miasta i jest jego najcenniejszym zabytkiem. To arcydzieło sztuki architektonicznej wzniesione w stylu romańskim i gotyckim. Zachwyca szczególnie galeria ze 160 arkadami. W 1349 roku podpisano tu akt końcowy przyłączenia Delfinatu do Francji. Z czasem wokół kolegiaty zaczęło przybywać budynków – z różnych zakątków kraju ściągali ludzie i tu się osiedlali. I tak powstało miasteczko, któremu Saint-Barnard nadał nazwę Romans (od Rome – Rzym). Do dziś na przyległym do kolegiaty placu Marice Faure stoi kilka domów pamiętających czasy sprzed ponad tysiąca lat. W roku 1429 władze miasta wybudowały – jako swoistą przeciwwagę do dzwonnicy katedralnej – wieżę Jaquemart i tu właśnie przeniosły serce miasta. Stojący na jej szczycie Jacques, ubrany od 1910 roku w uniform rycerza rewolucji francuskiej, stał się symbolem miasta i do dziś wybija godziny na wieżowym zegarze. Poruszający go mechanizm młotowy należy do największych i najstarszych we Francji.
SZEWSKIE TRADYCJE
Jednak ani kolegiata, ani Jacques nie rozsławiły Romans tak jak buty. Niegdyś nad rzekę Ise`re ściągali kaletnicy i szewcy z całej okolicy, bo tu mieli wszystko, czego potrzebowali – skórę, wodę i kupców. Szewskie tradycje w Romans sięgają XV wieku, ale prawdziwym centrum przemysłu skórzanego miasteczko stało się dopiero cztery wieki później. W 1900 roku pracowało tu aż 35 fabryk butów, pięć garbarni i ponad trzy tysiące robotników, których liczba wzrosła w ciągu kolejnych 14 lat do pięciu tysięcy. I do dziś miasto nie oddało pozycji obuwniczego lidera – jest francuską stolicą butów.
W Romans powstały najlepsze francuskie marki: Charles Jourdan, Robert Clergerie czy Stephane Kélian. W lokalnych zakładach obuwniczych wytwarza się modele dla największych projektantów mody, takich jak: Christian Dior, Coco Chanel, Roger Vivier, Andrea Pfister, André Perugia, Raymond Massaro, Carlo Pompea czy Paco Rabanne. Wszyscy mają w Romans swoje witryny lub stałe ekspozycje w Międzynarodowym Muzeum Butów.
ŚWIATOWA KOLEKCJA
Gościć w tym mieście i nie kupić butów to duży błąd, ale jeszcze większy – nie zwiedzić tego muzeum. Ta największa na świecie ekspozycja jest swoistym hołdem złożonym szewcom sławnym i nieznanym, dawnym i współczesnym. Mieści się w XVII-wiecznym zespole budynków dawnego zakonu sióstr wizytek. Przez 37 lat zgromadzono w muzeum wszystkie modele, fasony i kroje, jakimi człowiek okrywał stopy od starożytności, poprzez okres bizantyjski, średniowiecze, renesans, aż do czasów współczesnych. Wyeksponowano też historyczne dokumenty oraz narzędzia i maszyny, jakimi posługiwali się szewcy, kaletnicy i garbarze. Niektóre z nich są tak dziwaczne, że – nie czytając podpisów – trudno zgadnąć, do czego właściwie służyły.
SANDAŁY I TRZEWIKI
Zwiedzanie muzeum jest niezwykłą podróżą przez dziesiątki państw, podczas której można prześledzić zmieniające się w obuwnictwie trendy, wzory, materiały, motywy dekoracyjne i podziwiać artyzm wykonawców. Tylko tutaj można przyjrzeć się pierwszym sandałom, jakie noszono w Mezopotamii i Egipcie w XV wieku przed naszą erą! Skórę uważano wówczas za coś nieczystego, więc sandały robiono z papirusu, palmowych liści lub ze splecionej słomy. Nieco solidniejsze buty, z podeszwą wykonaną ze skóry lub korka, nosili starożytni Grecy i Rzymianie. Obuwie było w tych czasach luksusem, oznaką rangi i fortuny, więc chodzili w nim tylko najzamożniejsi. Wśród eksponatów wyróżniają się złote buty faraonów i purpurowe trzewiki cesarzy.
ZAKAZANE OBCASY
W epoce renesansu toczono niezwykłą walkę „na obcasy”. Pojawiły się one pod koniec XVI wieku we Włoszech i od początku wiadomo było, że im wyższe koturny miały buty, tym wyżej w hierarchii społecznej stała nosząca je osoba. Bogate mieszkanki Wenecji nosiły tzw. chopines – klapki na tak wielkim podwyższeniu, że nazywano je stopą krowy. Przednia część stopy spoczywała jak na cokole – drewnianym lub korkowym – na wysokości 52 centymetrów! Pięta zaś wisiała pół metra nad ziemią. Jak można było chodzić w takich butach, pozostaje tajemnicą. Tym większą, że w owych czasach ani stopy, ani buta, ani drewnianego klocka nie było widać spod fałd długich sukien. W XIX wieku we Francji Napoleon Bonaparte zakazał noszenia butów na obcasie. Nieoficjalnie mówi się, że cesarz, któremu niebiosa poskąpiły wzrostu, nie mógł znieść wyższych od siebie kobiet. Wszystkie prezentowane z tego okresu buty mają więc płaskie podeszwy. W muzealnych zbiorach znalazły się również buty szerokie jak płynąca obok rzeka Ise`re. Pochodzą one z XVI wieku, z czasów Karola VIII. Król urodził się z sześcioma palcami u każdej ze stóp, wyrabiano więc dla niego szersze obuwie. Ta wrodzona deformacja królewskiej kończyny zapoczątkowała jednak nową modę, a szerokość butów dochodziła nawet do 33 centymetrów!
PTASIE PIÓRA, SKÓRA REKINA
Modeli, które rozśmieszają, zadziwiają lub wręcz przerażają, jest w muzeum wiele. Po obejrzeniu tysięcy butów wyeksponowanych w osiemnastu pokojach w pamięci pozostają wzory szczególne, na przykład pochodzące z Indii z XIX wieku sandały dla fakirów, wykonane z drewna, najeżone gwoździami. Oczarowują buty dla australijskich szamanów, zrobione z ptasich piór i ludzkich włosów pomieszanych z krwią. Właśnie w nich wykonywali rytualne tańce, prosząc o deszcz. Niezwykle prezentują się też pochodzące z Mongolii buty ze skóry rekina (XIX w.) czy długie kozaki dla francuskich muszkieterów (XVII w.). Zaskakują czółenka z dwoma obcasami – typ Karol IX, nienadające się do chodzenia. Zadziwiają finezją wykonania kolorowe indiańskie mokasyny oraz sandałki dla Japonek. W kolekcji nie brakuje także butów z Rosji, Turcji, Afryki czy Chin. Jednak szczególną radość sprawia widok polskich mokasynów z XIX wieku – tradycyjnych góralskich kierpców wykonanych ze skóry w kolorze kasztanowym (dla dziewcząt) i z naturalnej skóry z długimi rzemieniami (dla dzieci). Obok nich leżą czarne, wełniane podkolanówki zdobione wielobarwnymi kwiatami – także polski wyrób rodem z Podhala.
Długą historię obuwnictwa uzupełniają najnowsze modele światowych marek. W tym roku zaprezentowano kolekcję wiosna–lato 2007 Roberta Clergeriego, Charles’a Jourdana i Laure`a Bassala, a także marki stworzone przez wybitnych młodych kreatorów, takie jak Yann Bastien i Maryline Eugénie.
BUTY NA MIARĘ
Jednak na muzeum świat butów w Romans wcale się nie kończy. W tym miasteczku jest ponad trzydzieści sklepów i salonów obuwniczych. Nie ma więc takiej możliwości, by jakiś fason nie przypadł nam do gustu. Różnorodność modeli jest tak ogromna, że można w nich przebierać do woli. Butiki sąsiadują z eleganckimi sklepami sławnych stylistów i producentów. Obok witryn Clergeriego i Jourdana są wystawy Karla Lagerfelda, Claude`a Montany czy firmy Salamander. W komercyjnym centrum Marques Avenue (Marki Przyszłości, ponad 50 butików) znajdziemy najnowsze, luksusowe modele butów. W otwartym we wrześniu 2005 roku Mego Workshop można także zamówić buty szyte na miarę. W swoim atelier Armel Besançon proponuje modele niepowtarzalne, perfekcyjnie dopasowane do stopy, nienagannie wykonane ze skóry najwyższej jakości. Na uszycie jednej pary potrzebuje 50 godzin, dlatego też jej koszt waha się w granicach 750 euro. Ale astronomiczne ceny nie odstraszają bogatej klienteli. Zarówno jego zakład, jak i firmowe salony wielkich kreatorów licznie odwiedzają członkowie rodzin książęcych, znani politycy i gwiazdy show-biznesu.
UCZTA DLA PODNIEBIENIA
Nie można wyjechać z Romans bez przynajmniej jednej pary butów, a udane zakupy najlepiej uczcić w jednej z tutejszych restauracji. To doskonała okazja, by skosztować świetnych lokalnych specjałów. Aperitif Myrona na początek, a później obowiązkowo pierożki nadziewane białym i żółtym serem Comté lub szpinakiem, podawane z mięsem i bukietem surówek (les ravioles du Royans). Na deser koniecznie drożdżowe ciasto z rumem o zapachu pomarańczy (la pogne de Romans), pieczone według średniowiecznego przepisu. A na koniec – jak każe francuska tradycja – talerz serów, w tym słynny w rejonie Drôme fromage de che`vre. Podczas posiłku nie może oczywiście zabraknąć win wytwarzanych w tym regionie – czerwonego Châtillon-en-Diois lub białego Hermitage. Wszystkie tradycyjne specjały można też degustować podczas wielkiego święta la pogne i la raviole, odbywającego się każdego roku w Romans w drugi weekend września. Natomiast w Musée de la Pogne poznamy historię i odkryjemy sekrety przyrządzania pysznego ciasta.