Gość specjalny: Moc miłości, rozmowa z Paulem Coelho


Kiedyś opowiedział Pan o wizji, którą miał Pan, zwiedzając obóz koncentracyjny w Dachau. Ujrzał Pan wówczas pewnego człowieka, a później spotkał go w pubie w Amsterdamie. Ta znajomość odmieniła Pana życie. Mógłby Pan zdradzić więcej szczegółów?
Miało to miejsce w Brower Hotel, przy ulicy Singel 83, w styczniu 1982 roku.

Niedawno w Polsce ukazała się Pana najnowsza książka „Czarownica z Portobello”. Jakie miejsce przypisuje Pan czarownicom we współczesnym społeczeństwie?
Niestety, słowo „czarownica” wywołuje negatywne skojarzenia. Jednak według mnie czarownica to kobieta, która pozwala, aby
prowadziła ją intuicja, która żyje w harmonii ze swoim otoczeniem i nie boi się podejmować trudnych wyzwań. Takie kobiety jak Atena, główna bohaterka mojej powieści, wciąż spotykają się z wieloma uprzedzeniami ze strony społeczeństwa. Wierzę jednak, że ludzkie umysły zaczyna ogarniać również nowy rodzaj czułości. Jesteśmy świadkami początku nowej ery, w której kobiece wartości, takie jak wielkoduszność czy tolerancja, odgrywają istotną rolę.

Pan jest katolikiem. Co myśli Pan o innych wyznaniach? Wielu ludzi upatruje zagrożenia w rosnącym wpływie islamu...
Zagrożeniem dzisiaj jest nie wpływ islamu, ale radykalizmu, i to niezależnie od tego, czy chodzi o radykalizm muzułmański, chrześcijański, czy żydowski. Nie powinniśmy się oszukiwać i wierzyć, że radykalizm jest tylko wynikiem religii. Oczywiście, on pojawia się w religii, ale przede wszystkim ma charakter polityczny. Niemniej jednak ważne jest, aby rozróżniać religię i duchowość. Jestem katolikiem, więc dla mnie religia to przestrzeganie pewnej dyscypliny i okazja do wspólnej modlitwy z ludźmi, którzy wyznają tę samą wiarę. Ale przecież ostatecznie wszystkie religie wskazują na to samo światło. Między nami a światłem nieraz jest zbyt wiele reguł. Niektóre z nich są naprawdę ważne, ale inne z kolei mogą nas oślepiać. Trzeba uważać, by nie osłabić jasności tego właściwego światła – duszy świata.

Napisał Pan wiele o miłości. Czy mógłby Pan wymienić trzy podstawowe warunki udanego związku?
Nie do końca potrafię pojąć, dlaczego miałyby istnieć akurat trzy podstawowe warunki. Przecież to właśnie miłość zaprzecza tego rodzaju zorganizowanej, metodycznej logice. Miłość jest siłą, która może nas unieść albo zniszczyć, może zaledwie w kilka sekund przenieść nas z nieba do piekła. Słusznie określił to kiedyś Teilhard de Chardin, mówiąc, że nie nauczyliśmy się dysponować tą siłą, świadomie przemieniać jej w energię, jak to zrobiliśmy z wiatrem, wodą czy słońcem. Gdybyśmy zatem
nauczyli się przekierowywać tę siłę, a nie opanowywać ją – byłby to wielki skok do przodu. Trzeba jednak pamiętać, że mamy do czynienia z mocą, która znacznie nas przewyższa.

Czy sława nie przeszkadza Panu w poszukiwaniu spokoju i harmonii?
Ci, którzy wierzą, że można poznać świat z zewnątrz, wpadają w pułapkę. Bo aby móc doświadczyć życia, trzeba tak naprawdę być w samym centrum chaosu. Według mnie człowiek, żeby naprawdę żyć, musi oddać się jakiemuś projektowi, marzeniu. W moim przypadku oznaczało to wybór bycia pisarzem w kraju, w którym jest to niemal niemożliwe. Najważniejsze, abym nadal mógł pisać o rzeczach, które są ważne dla mnie, nie dla krytyków. Abym codziennie zadawał sobie pytania, wciąż poznawał ludzi i był otwarty na świat. Myślę, że to konfrontacja z duszą sprawia, że czyjeś życie jest ciekawe. Chcę być zaskakiwany i ciągle wątpić, ponieważ wierzę, że to jest właśnie jądrem życia.




  wersja do druku
|  mapa strony  |  polityka prywatności  |  kontakt  |  wyszukiwarka  |  newsletter

     polski
    © WITTCHEN 2012 All rights reserved  |  created by mouton.pl