
KSIĄŻKI SĄ JEJ PASJĄ, KTÓREJ POŚWIĘCA SIĘ OD WIELU LAT. CZYTA, RECENZUJE, PRZEPROWADZA WYWIADY Z PISARZAMI. JEJ KOLEJNĄ NAMIĘTNOŚCIĄ SĄ PODRÓŻE, A PRZEDE WSZYSTKIM NURKOWANIE.
MISTRZ LEONARD Kiedy myślimy o renesansowej ikonie kobiecości i tajemnicy, od razu przychodzi na myśl ona, z jej nieodgadnionym od wieków uśmiechem i zamyślonymi oczami. I wciąż pytamy, czy Mona Lisa – pozując do obrazu – kochała mistrza Leonarda? Czy też była brzemienna, jak twierdzą niektórzy? A może po prostu geniusz malarstwa uchwycił w tej zwykłej dziewczynie to coś, co tylko zakochany mężczyzna potrafi dostrzec w wybrance swego serca? Pierre La Mure, który w swoich powieściach już wiele razy mierzył się z tajemnicami wielkich artystów, tym razem przygląda się prywatnemu życiu Mona Lisy. Na tle bogatej i fascynującej historii Florencji będącej u szczytu swej finansowej i artystycznej potęgi rozgrywają się wydarzenia zwykłe, takie jak przyjście na świat dziewczynki z rodu de Gherardini, jej dzieciństwo, zabawy z dziećmi z rodu Medyceuszów, pierwsze fascynacje, miłości, rozczarowania. Autor powieści portretuje też Leonarda, wychowanego w wiosce Vinci – odziera go mocno z nimbu natchnionego geniusza i wielkiego artysty, pokazując nam całkiem innego człowieka. Leonardo nigdy nie ukończył żadnego swojego dzieła, ba, większości z nich również nigdy nie zaczął, co wcale nie przeszkadzało mu pobierać sutych zaliczek za robotę, do której się nawet nie zabierał. Z powodu totalnej beztroski w kwestii wywiązywania się z umów musiał niejednokrotnie w pośpiechu zmieniać miejsce zamieszkania i protektorów. Ale portret Lisy Giocondy został namalowany i do dziś fascynuje wszystkich, którzy mieli okazję choć raz na niego spojrzeć. OBLICZA MIŁOŚCI Jeśli już mówimy o miłości, to któż pisał o niej piękniej i bardziej prawdziwie niż William Shakespeare. Skąd tyle wiedział o kochaniu, o targających ludzkimi sercami namiętnościach, nieposkromionych, wielkich, przechodzących przez życie jak tornado? Trzeba by sprawdzić, jak i kogo kochał sam autor największych jak dotąd dramatów opisujących miłość w każdej jej postaci. Wydawnictwo W.A.B. uraczyło nas już jakiś czas temu świetną biografią tego geniusza dramatu autorstwa Stephena Greenblatta, jednego z najwybitniejszych amerykańskich krytyków i teoretyków. Publikacja napisana barwnym i żywym językiem bardzo poszerza wiedzę na temat stosunków panujących w Anglii, w Europie i w Kościele przełomu XVI i XVII wieku. Dowiemy się z niej więcej na temat tego, dlaczego miłość w sztukach Shakespeare’a bywa taka pogmatwana, dlaczego w komediach występują pary kochanków, a wszystkie tragedie dotyczą małżonków, sprawdzimy, jaka była relacja między Williamem a jego własną żoną. Kogo naprawdę kochał sławny Will? Komu poświęcił swoje sonety, w których nie wahał się pisać o najbardziej intymnych sekretach, dzięki czemu także prokreacja przestała być tematem tabu w poezji? Czy adresatem jego sonetów była kobieta, czy może mężczyzna? Jakie to ma znaczenie dla wiecznej i przynależnej gatunkowi ludzkiemu miłości, muszą sobie czytelnicy sami odpowiedzieć, ale jedno jest pewne – to ona właśnie daje twórcom moc i siłę, choćby to była miłość do samego siebie. POETYCKIE WESTCHNIENIA A może by tak jeszcze o miłości wierszem? Czy nasze czasy są jednak odpowiednie na rym – staroświecki, płynący ze świata metafizyki, pełen zmysłowego zachwytu nad istnieniem człowieka, nad pięknem tego, co nas otacza? Sięgnijmy po tomik Bolesława Leśmiana „Zwiedzam wszechświat”. „Dziś w naszego spotkania rocznicę Pozawrzemy szczelnie okiennice, By powtórzyć wśród nocnej ciemnoty Dawne nasze, najpierwsze pieszczoty. Dawne słowa z dni pierwszych kochania, Chociaż każde dziś ustom się wzbrania, Każde snem się nieśmiałym kolebie, Nas niepewne i niepewne siebie”.