Filmowe haute couture

Zajeżdżają limuzyny, niezwykłą scenografię oświetlają reflektory i dziesiątki kamer. Potężni ochroniarze pilnują porządku, a wokół tłumy gapiów i wielbicieli. Trzaskają flesze. Z czarnego, lśniącego auta wysiada Madonna, wita się z Victorią Beckham, za nimi widać Brada Pitta z żoną. Elegancja, szyk, niedbały luksus. Już za chwilę „wybrani” zobaczą premierę roku. Ale jaką premierę? Filmu czy kolekcji mody? Pijąc białe wino przy bulwarze Croisette na festiwalu w Cannes, znów myślałem o tym, jak bardzo moda splata się z filmem. Jak niewiele różni się czerwony dywan od wybiegu dla modelek. Słynne festiwale i pokazy haute couture wnoszą coś niezwykłego, odkrywczego. Coś, co staje się nowym trendem, awangardą. Zarówno kinowi widzowie, jak i wielbiciele mody kochają wizjonerów. I trudno się temu dziwić – to oni przecież ubarwiają nasze życie. Oczywiście pamiętam, że to tylko moda, wiem, że to tylko film. Znani kreatorzy Victor & Rolf na pytanie, dlaczego moda jest ważna, odpowiadają zgodnie: „My poświęcamy jej swoje życie, ale czy moda jest naprawdę ważna? Chcemy tylko wyrwać się z rzeczywistości”. To także idealnie pasuje do świata filmu. Może kino nie jest najważniejszą ze sztuk, ale tak jak świat mody film ma swoich wizjonerów, którzy kreują nowe kierunki, pozwalają na ucieczkę od codzienności. Filmowy haute couture? Właśnie w Cannes zobaczyłem film niezwykły, nowatorski, który trafił do polskich kin. „Persepolis” opowiada o kilkunastu latach z życia dziewczynki Marjane, która staje się świadomą kobietą. Banalne? To prawda, ale już pierwsze kadry zaskakują. „Persepolis” to animowanka! I w dodatku czarno-biała. Już to zderzenie jest niesamowite. Jednak najostrzejszy kontrast daje sama historia. Opowieść o kilkunastu latach z życia Marjane w… Teheranie, stolicy Iranu, w którym właśnie obalono reżim szacha. Padają trupy i rozpoczyna się Republika Islamska z chustami, szykanowaniem kobiet i przeciwników rewolucji. Za mało dramatycznie? Marjane staje się świadkiem najazdu Iraku na Iran, wyniszczającej 8-letniej wojny. A gdy ucieka do Wiednia i widzi, że życie w Europie, choć inne, jest równie okrutne, dziewczyna powraca. Reżyserka filmu Marjane Satrapi opowiada o swoim życiu poprzez poruszającą, pesymistyczną historię, którą ubarwia ostrymi obrazami i ironią. Niezwykły pomysł na animowany film dla dorosłych, który w czerni i bieli mierzy się z jakże aktualnym tematem islamu, jego zderzeniem z innym światem i życiem normalnych ludzi. I to wszystko w kreskówce! Pomysł iście szatański, który doceniono w Cannes nagrodą jury dla „Persepolis”. A ja doceniłem za niesamowite emocje i okrutny, ale mądry przekaz, raczej zaskakujący w kreskówce. Czy wielu twórców ruszy w tym awangardowo-animowanym kierunku? Mam wrażenie, że „Persepolis” trafił przynajmniej do jednego reżysera, dziś uważanego za cudowne dziecko Hollywood – Marca Forstera. Jego filmy – „Monster’s Ball” czy bliski nam „Marzyciel” z cudowną muzyką Jana A.P. Kaczmarka – zdobywają Oscary, podbijają festiwale. I czym zaskoczył ten trzydziestokilkuletni Piotruś Pan i filmowy obieżyświat, reżyser, u którego grali oscarowi aktorzy, m.in. Halle Berry, Johnny Deep, Kate Winslet czy Dustin Hoffman? W „Chłopcu z latawcem”, swoim nowym filmie, nie zatrudnił żadnego znanego aktora! Ba, w głównej roli debiutuje 12-letni Afgańczyk Zekeria Ebrahimi, a w jego dorosłą postać wciela się aktor, który w głośnym „Locie 93” zagrał epizod. „Chłopiec z latawcem” to historia chłopca z Afganistanu, rozgrywająca się tuż przed wkroczeniem wojsk radzieckich. Popełnia on czyn niewybaczalny, „zdradza” najlepszego przyjaciela, który ręczy za niego swoim honorem, a potem oddaje życie. I tak jak w „Persepolis” mamy dziecko w obliczu wybuchu wojny, ucieczkę ze śmiertelnie niebezpiecznego kraju, ale i ucieczkę od własnego sumienia. Powrót jest dramatem. Marc Forster postanowił zaryzykować, nakręcił film w chińskiej prowincji, niedaleko Pamiru, dał szansę zupełnie nieznanym aktorom i… wygrał! Przejmująca opowieść skupiona na surowych twarzach i rysach daje potężny ładunek emocji – siedząc w kinie, czułem, jak wzruszenie chwyta mnie za gardło. I ta nostalgia, i żal za utraconym światem, swoim miejscem na ziemi, którego nie zastąpi żadne inne… Przepiękne kino, jeden z najlepszych filmów, jakie widziałem. Czy „Chłopiec z latawcem” miałby tę siłę, gdyby Forster zaangażował znanych aktorów? Jak wielu reżyserów uwierzy w jego wizję, że gwiazdy to nie wszystko, że kino kocha emocje, a te muszą być jak najbardziej prawdziwe? Koniecznie trzeba zobaczyć te filmy


  wersja do druku
|  mapa strony  |  polityka prywatności  |  kontakt  |  wyszukiwarka  |  newsletter

     polski
    © WITTCHEN 2012 All rights reserved  |  created by mouton.pl