
JEDEN Z BARDZIEJ ZNANYCH GŁOSÓW POLSKIEGO RADIA. MIAŁ 7 LAT, GDY PRZEKROCZYŁ PRÓG STUDIA, BY ZAGRAĆ NA FORTEPIANIE W PROGRAMIE DLA PRZEDSZKOLAKÓW. DZIENNIKARZ, PREZENTER, AUTOR 13 TYSIĘCY AUDYCJI, M.IN.: „STUDIO RYTM”, „POPOŁUDNIE Z MŁODOŚCIĄ”, „W TONACJI TRÓJKI”, „MUZYCZNA POCZTA UKF”, „ZAPRASZAMY DO TRÓJKI”, „MINIMAX”. PATRONUJE SERII PŁYT. WYDAŁ DWIE KSIĄŻKI MUZYCZNYCH ROZMÓW, ZA CHWILĘ UKAŻE SIĘ TRZECIA.
Niestety brutto. Ale dolarów. Niestety do podziału na czterech. Ale nie za miesiąc, tylko za trochę wieczorów. Propozycja na razie odrzucona. Chcą więcej? Wygląda na to, że nie. Jeden z czwórki nie jest w ogóle zainteresowany. Dwóch następnych chce. Ostatni mówi, że się podporządkuje. Wszystko dlatego, że rockowy zespół zagrał koncert. Pierwszy pełnospektaklowy koncert od ponad 27 lat. „Zaczarowali publiczność, wykonali brawurowo 16 utworów, nie stroniąc od sztandarowych pozycji ze swego repertuaru. Były Schody do nieba, Whole Lotta Love, Since I’ve Been Loving You. Starsi, bardziej doświadczeni, w niezbywalnej koronie sławy, wspomagani tylko znakomitą reżyserią efektów wizualnych, mistrzowsko poprowadzili spektakl, podnosząc poprzeczkę na wysokość niedostępną dla celebrytów rock and rolla” – tak relacjonowałem to wydarzenie dla słuchaczy Polskiego Radia. Agencje prasowe też nie szczędziły pochwał. Cytowano zachwyconych gości od Paula McCartneya, poprzez muzyków U2, Pink Floyd czy Oasis, do Naomi Campbell i Kate Moss. Ale i tak o wiele więcej miejsca poświęcono temu koncertowi, zanim się odbył. Bo tu sensacja goniła sensację. Gdy ogłoszono, że 20 tysięcy biletów w jednakowej cenie 125 funtów będzie rozlosowanych na stronie internetowej, już pierwszego dnia zapisało się ponad milion chętnych. Padały nowe rekordy – 21 milionów zgłoszeń, 120 milionów wejść. Na początku października szczęśliwcy otrzymali powiadomienia i ruszyły aukcje internetowe. Dwa, trzy, pięć tysięcy dolarów. Byle tylko zdobyć bilet. Najwyższa cena zapłacona za dwie odkupione wejściówki to 80 tysięcy funtów. Ale przecież popyt na bilety Led Zeppelin był zawsze ogromny. Już w 1973 roku zespół pobił kasowy rekord wszech czasów należący od lat do zespołu The Beatles. Nic nie zapowiadało katastrofy. 25 września 1980 roku w gazecie „Chicago Tribune” ukazał się kupon uprawniający do zakupu biletów na planowane 4 koncerty. Już rano wykupiono cały nakład. Po południu nadeszła wiadomość z Anglii: perkusista Led Zeppelin nie żyje, trasa odwołana, przyszłość zespołu pod znakiem zapytania. Przez te 27 lat pod nazwą Led Zeppelin pojawili się zaledwie trzykrotnie. Były to jednak kilkunastominutowe zawłaszczenia sceny. Wszystkie, w zgodnej opinii muzyków, nieudane. Wspomogli Live Aid w 1985 roku, jubileusz 40-lecia wytwórni Atlantic w 1988 i odbieranie statuetek za „osiągnięcia życia” w rockandrollowym Panteonie Sławy w 1995. Ale trasa? A może chociaż jeden koncert? Nigdy. Dlaczego więc zagrali? By złożyć hołd pamięci zmarłego w grudniu 2006 roku przyjaciela i mentora Ahmeta Erteguna. To piękna postać: syn tureckiego ambasadora w Szwajcarii, Francji, Anglii, a potem w Waszyngtonie. Na pierwszy koncert zabrał go starszy brat Nesuhi, w londyńskim Palladium zobaczyli występ Duke’a Ellingtona. Już wtedy zbierali płyty, ich kolekcja liczyła kilkanaście tysięcy sztuk. „Zawsze marzyłem, by moi ulubieńcy nagrywali takie płyty, jakie sami chcielibyśmy kupić. Postanowiliśmy im to ułatwić” – wspominał. Od zaprzyjaźnionego dentysty pożyczyli dziesięć tysięcy dolarów i w 1947 roku otwarta została wytwórnia płytowa. Ray Charles, Bobby Darin, Aretha Franklin, Otis Redding, Eric Clapton i Cream to wielkie gwiazdy Atlantic. W latach 70. Ertegunowi udało się podpisać kontrakty z grupami The Rolling Stones, Yes i właśnie Led Zeppelin. „Miałem piękne życie, moje życie z muzyką” – mawiał. Mimo przekroczonej osiemdziesiątki, mimo że przeszedł na emeryturę, bywał w firmie prawie codziennie. W październiku 2006 roku uczestniczył w koncercie The Rolling Stones w nowojorskim teatrze Beacon. Za kulisami potknął się, przewrócił, stracił przytomność. Nigdy jej nie odzyskał. Po koncercie w Londynie 10 grudnia 2007 roku „The Times”, chwaląc występ, napisał: „Byłoby kosmiczną perwersją, gdyby na tym poprzestali”. „Zaśpiewać w hołdzie dla przyjaciela to nie to samo, co koncertować za gigantyczne honoraria” – skomentował wokalista Robert Plant. Czy zostanie przegłosowany? Będziemy się przyglądać.